Zaczęło się dość nerwowo. Zaplanowaną na początek stycznia wystawę makiet kolejowych pod nazwą „Nederlandse Modelspoor Dagen” w niderlandzkim Rijswijk organizatorzy odwołali na kilka dni przed jej planowanym rozpoczęciem z uwagi na… katastrofalny atak zimy. W zasadzie w Niderlandach śnieżnych zim nie ma, więc kilkunasto centymetrowy opad białego puchu oznaczał całkowity paraliż transportowy kraju. Wkrótce okazało się, że wystawa jednak się odbędzie, ale w marcu.
W wyznaczonym, nowym terminie pojechaliśmy więc do Rijswijk. Na wystawie w tym mieście byliśmy – jako wystawcy – już po raz trzeci. Wcześniej swoją makietę przedstawił publiczności Tomasz, a później Janusz. Tym razem makietę „Nad dachami Kwidzyna” zaprezentował Leszek – wspomagany przez Sebastiana.



Swój makietowy debiut miał tutaj wagon motorowy serii MBd-1, wykonany ręcznie przez Sebę. Co prawda nie miał on jeszcze naniesionych oznaczeń, ale zadał szyku, bo wyglądał i jeździł znakomicie.

Wystawę, jak co roku, zorganizowano w trzech salach będących pozostałością po dawnej piekarni – zamienionej na kompleks wystawienniczo-konferencyjny. Tradycyjnie w wielkiej hali oprócz makiet znalazły swoje miejsce liczne stoiska handlowe i warsztatowe. W dwóch mniejszych salach rozmieszczone zostały kolejne makiety i stoiska warsztatowe.

Od pierwszego spojrzenia bardzo spodobała się nam duża makieta stacji Hamburg Główny – osadzona w realiach przełomu XIX i XX wieku. Doskonale odtworzone wnętrza budynków, ruch kolejowy prowadzony zgodnie z zasadami i z użyciem urządzeń s.r.k. oraz świetnie dobrane i zestawione składy pociągów w pięknie zaaranżowanym i wykonanym otoczeniu sprawiły, że długo oglądaliśmy tę makietę.

Drugą makietą, która wzbudziła nasz zachwyt był model fragmentów sieci szwajcarskiej kolei RhB. Makieta została zbudowana w formie słupa – z obsługą wewnątrz – a pociągi pojawiały się przed oczyma oglądających w różnych miejscach i na różnych poziomach. Prezentowano całą gamę taboru kursującego niegdyś oraz obecnie na liniach kolei retyckiej – od parowozów, aż po nowoczesne lokomotywy elektryczne. Makiecie dodawał uroku świetnie odtworzony krajobraz z wieloma obiektami inżynierskimi. Tylko trochę szkoda, że lokomotywy elektryczne poruszały się z opuszczonymi pantografami.


Inne prezentowane na wystawie makiety były również wysokiej klasy. Przeważał na nich charakterystyczny niderlandzki krajobraz i tabor. To raczej oczywiste, bo wiele modeli zostało zbudowanych i było prezentowanych przez rodzimych modelarzy.


Oglądać było można także krajobrazy z sąsiedniej Belgii. Nam spodobały się makiety z belgijskimi liniami podmiejskimi, po których niegdyś kursowały pociągi przypominające bardziej tramwaje – zarówno elektryczne jak i spalinowe.


A skoro Belgia – to nie mogło zabraknąć belgijskiej czekolady i fabryki, w której jest ona produkowana. Znalazła się ona na makiecie klubu MSC Hetspoor..
Była też – znana nam z poprzednich wystaw – fabryka lemoniady. To piękna, niewielka makieta. Ale nienaturalnie szybki ruch – zwłaszcza taboru po wąskim torze – mógł przyprawić o palpitację serca.

Ulrich – nasz znajomy modelarz z Niemiec – zaprezentował – jak zwykle – kawałek starej Anglii w wielkości zero-zero.

Dostrzegliśmy też makietę austriackiej wąskotorówki z czterema porami roku, którą już widzieliśmy na poprzednich wystawach.
Diger tym razem wystąpił z makietą amerykańską. Była na niej kolej zza oceanu – dawna i wąskotorowa.

Amerykański, ale tak naprawdę kanadyjski klimat, można było zobaczyć na – także znanej i nie raz już przez nas oglądanej – makiecie Ontario zbudowanej przez Maurycego. Jednak zawsze lubimy popatrzeć na tzw. „smaczki”, których na niej nie brakuje. Ot, choćby takie jak tama na rzece zbudowana przez bobry.

Była również kolej amerykańska w przemysłowym otoczeniu – obsługująca bocznice fabryk. To makieta przygotowana przez Franka.

Interesujący był również kawałek Norwegii z charakterystycznym punktem oznaczającym równoleżnik, który nazywany jest kołem podbiegunowym. Takie krajobrazy i takie pociągi – charakterystyczne dla krajów skandynawskich – nie często pojawiają się na wystawach, na których bywamy. To naprawdę piękna praca. Gdyby jeszcze kursujący po makiecie tabor został odpowiednio zwaloryzowany…

Na wystawie zaprezentowano zarówno makiety malutkie i do tego w bardzo małej skali – na przykład w wielkości ZET, jak i makiety nieco większe, a także naprawdę duże systemy modułowe. Wybór był więc ogromny. Dla każdego to, co lubi najbardziej.



Zauważyliśmy, że niektórzy modelarze w swoich pracach idą na ilość – ilość detali upchanych na zasadzie „ile się da”. Inni – tworzą modele bardziej realistyczne, a czasem nawet minimalistyczne. Są też tacy, którzy stawiają na formę prezentacji. Przykładem niech będzie makieta umieszczona w futerale od gitary.


Oprócz ruchomych makiet kolejowych zaprezentowano też nieruchome dioramy. Najbardziej spodobała się nam diorama przedstawiająca fragment starej, niderlandzkiej zabudowy. Nasza znajoma – na codzień mieszkająca i ucząca się tutaj – widząc ją od razu stwierdziła: „O! Tędy codziennie jeżdżę rowerem do szkoły”.





Taką jedną z doskonale wykonanych dioram był model fragmentu stacji z czasów II Wojny Światowej.

Organizatorzy postawili duży nacisk na stoiska warsztatowe. Było ich naprawdę dużo. Prezentowano sposoby budowy i waloryzacji taboru oraz różnych obiektów i detali. Jeden z modelarzy udowadniał, że model ceglanego muru najlepiej zbudować układając – wzorem oryginału – jedna po drugiej imitacje cegieł wykonanych w odpowiedniej skali.
Pośród modelarzy znaleźli się również artyści – na przykład malujący obrazy o tematyce kolejowej, a także twórcy i malarze figurek ludzi i zwierząt, w tym – naprawdę malutkich – ptaków. Całość dopełniały stoiska handlowe. Na jednym z nich – z produktami firmy Artitec – było można zobaczyć i kupić prawdziwe modelarskie perełki. Na większości stoisk handlowych królował tabor: zarówno nowy, jak i używany.
Znalazło się również miejsce dla modelarzy zajmujących się inną tematyką – na przykład militariami.
Ale i tak najważniejsze były makiety kolejowe. Podziwiano je od samego otwarcia wystawy aż do jej zakończenia – przez cały marcowy weekend – w sobotę i w niedzielę.



A dla nas – był to naprawdę udany (chociaż dość daleki) wyjazd.

I jeszcze kilka obrazków z tej wystawy.













