Kiedy myślimy o pasjonatach kolei i modelarzach-realistach, najczęściej wyobrażamy sobie ludzi twardo stąpających po ziemi. Skupionych inżynierów z lutownicą w ręku, mistrzów ścisłych obliczeń, dla których liczy się tylko skala, precyzyjna mechanika i chłodny realizm. I choć z pozoru wszystko na to wskazuje, pod tą techniczną powłoką kryje się coś zupełnie innego. Coś, o czym myślałem przemierzając z kamerą 4. Międzynarodową Wystawę Realistycznych Makiet Kolejowych w Redzie, a co ostatecznie tak trafnie podsumował mój operator, Przemek. Ale o tym za chwilę.
Jest sobotnie przedpołudnie, dobre kilkanaście minut przed oficjalnym otwarciem imprezy. Sale Fabryki Kultury w Redzie oddychają jeszcze względnym spokojem, ale za taśmą przy wejściu już teraz ustawił się spory, zniecierpliwiony sznurek chętnych do wejścia. W tym gwarnym tłumku natychmiast wyłapuję znajome twarze. Z daleka machają mi Bożena i Jacek Świderscy – państwa Świderskich znam chyba niemal całe swoje życie. Pan Jacek jest zapalonym kolekcjonerem modeli i od lat pojawia się na dosłownie każdej wystawie. W kolejce dostrzegam też naszych sąsiadów, członków rodziny, ale przede wszystkim dziesiątki zupełnie nieznanych mi twarzy mieszkańców Redy i przyjezdnych, których przyciągnęła tu magia miniaturowego świata.
Organizatorzy z Fabryki Kultury mają zresztą doskonałe powody do dumy. Z roku na rok impreza przyciąga coraz większe tłumy, a tysiące rozdawanych katalogów to tylko wierzchołek góry lodowej. Tomasz Wiśniewski, dyrektor placówki, zapytany o to, czy Fabryka Kultury polubiła się z modelarzami, odpowiada bez wahania: „Ja bym to pytanie odwrócił. Czy to modelarze tak bardzo lubią Fabrykę Kultury, że ta czołówka europejska co roku przyjeżdża do nas?”. Sukces rodzi śmiałe plany – w głowach organizatorów już powstaje koncepcja wykorzystania pobliskiego lodowiska na potrzeby jeszcze większej, ale oczywiście realistycznej, makiety modułowej.
Dla mnie ta wystawa ma jednak zupełnie inny, niezwykle osobisty wymiar. Wychowałem się w domu, w którym modelarstwo kolejowe zawsze rozumiane było jako sztuka, a nigdy jako prosta zabawa. Mój ojciec, Leszek Lewiński – nestor polskiego, realistycznego modelarstwa, zapalony kolejarz, inżynier i projektant – jest pomysłodawcą, współorganizatorem i merytorycznym sercem tej imprezy. To on przed laty „przywoził” do Polski nowoczesne standardy: zamknięty format makiety z fryzem, kotarami, teatralnym oświetleniem i ukrytymi torami technicznymi. Dorastałem w atmosferze skrajnego wręcz puryzmu, gdzie krytyczne znaczenie miało poprawne oznakowanie czoła i końca pociągu oraz odpowiednia grubość pędni drutowych. Być może to właśnie to sprawia, że przechadzając się między tymi arcydziełami z moim operatorem Przemkiem, po prostu widzę i słyszę… nieco więcej.
Gdy wybijają pierwsze minuty wystawy i do środka wlewa się wreszcie radosny tłum, uruchamiamy sprzęt. Przejdźmy zatem przez ten trójwymiarowy, niezwykły świat, krok po kroku.
1. Powiew z gór Rudaw w Dorfchemnitz (Jens Pettermann, Niemcy)

Naszą wycieczkę z kamerą otwieramy u Jensa Pettermanna, 55-letniego modelarza mieszkającego w Adorf w niemieckich Rudawach, reprezentującego znakomitą grupę „De Bimmlbahner”. Jens to potężny mężczyzna. Stojąc obok niego z mikrofonem, nie mogę wyjść z podziwu, jak dłonie tak dużego faceta są w stanie z tak mikroskopijną wręcz precyzją tworzyć te wszystkie niezwykłe detale. Jego dzieło w wielkości H0e nosi nazwę Dorfchemnitz bei Sayda. Jak zaznacza, odpowiedzialny był on za koncepcję, ułożenie torów, zagospodarowanie terenu i elektrykę, natomiast wszystkie budynki to wspaniała spuścizna po zmarłym niespodziewanie w 2023 r. dr. Jochenie Klingerze. „To największa stacja na trasie z Muldy do Saydy” – tłumaczy łagodnym głosem Jens. Na torach podziwiać możemy saksońskie lokomotywy: „To maszyny systemu Meyera, które są w stanie pokonywać bardzo ostre łuki”. Odtwarzanie rzeczywistości ma tu wymiar drobiazgowy: „Krzesła, które widzisz przy fabryce mebli, to modele oryginałów powstających w tamtym zakładzie” – wskazuje z dumą twórca. Ale Jens idzie o krok dalej, łącząc klasyczne rzemiosło z najnowszą technologią. Współtworzy figurki metodą druku 3D, z którymi wiąże się niesamowita opowieść. Pokazuje mi stare, historyczne zdjęcie dziecka bawiącego się dokładnie na tej stacji.

Na jego podstawie Jens najpierw zaprojektował i wydrukował maleńką figurkę, postawił ją na swojej makiecie w tym samym miejscu co w oryginale i sfotografował,

a następnie… „ożywił” tę miniaturową scenę przy użyciu sztucznej inteligencji. Przeszłość spotkała się tu z przyszłością w sposób wręcz magiczny.
2. Wiesenberg: „projekt poboczny” z lat 50. (Jörg Krause, Niemcy)

Zaraz obok rozmawiamy z 57-letnim Jörgiem Krause z Gery, który zbudował makietę Wiesenberg jako odskocznię od swoich codziennych prac: „Zazwyczaj tworzę w większych skalach, ale tym razem chciałem zbudować coś w wielkości H0, specjalnie z myślą o wystawach”. Makieta powstawała przez 14 miesięcy i przenosi nas w lata 50. w urokliwy krajobraz Brandenburgii i kolei Deutsche Reichsbahn z III epoki. Co ciekawe, Jörg łączy tu dwa różne systemy technologiczne: „Pociągi poruszają się z wykorzystaniem sterowania cyfrowego, ale cała reszta urządzeń obsługiwana jest wciąż całkowicie analogowo przez modelarza”. Cały tabor (głównie wyposażone w dekodery dźwięku lokomotywy parowe i spalinowe) został odpowiednio zwaloryzowany, a przy budowie wykorzystano zwaloryzowane budynki firmy Auhagen oraz tory i rozjazdy od firmy Weinert.
Podchodzę z Przemkiem do kolejnego stoiska i akurat w tym momencie mija nas Leszek z wpatrzonym w niego tłumem. Ojciec wskazuje gestem na uśmiechniętego Holendra i zawiesza dramatycznie głos: „To jest, proszę Państwa, Mistrz”. Widzę, jak Jan van Remmerden, słysząc ten komplement (zapewne nie rozumiejąc go jednak do końca), prostuje plecy.
3. Francuskie „Joie de vivre” w Montereau (Jan van Remmerden, Niderlandy)

Oto i on – 72-letni emerytowany Mistrz Jan, który z żoną Betsie przywiózł do Redy Francję z 1960 roku. Kiedy zadaję mu pytania, zauważam, że to człowiek, który bardzo niewiele mówi. Przemawia przez niego niesamowita skromność – on zdecydowanie woli budować, niż o tym opowiadać. Szynobus wjeżdża tu wprost w miejską tkankę przed hotel i kawiarnię Café des Deux Gares. Projekt powstał w rzadziej spotykanej wielkości 0e (skala 1:43), a inspiracją do jego budowy było zdjęcie z książki La France des Trains de Campagne. Na pytanie, co skradło jego serce w tym miejscu, Holender odpowiada krótko i trafnie: „To taka typowa Francja, tamtejsze joie de vivre”. Domy, restauracja i katedra powstały w całości ręcznie z kartonu, styropianu i patyczków na bazie starych pocztówek. „Pociągi spalinowe również zbudowałem całkowicie samodzielnie” – dodaje cicho.
4. Industrialny hołd w Carolo Metal (Rik Martens, Belgia)

Tuż obok Jana stoi Rik Martens – i tu mamy pełen kontrast. Rik to wybitny gawędziarz. Z postury i swobodnego stylu bycia przypomina raczej kogoś, kto zaliczył w życiu niejeden wyjazd na mecz piłkarski, ale gdy tylko zaczyna mówić, w ułamku sekundy słychać potężną pasję do techniki, historii i niesamowicie bystry umysł. Modelarstwo nazywa „ekspresyjnym tworzeniem nastrojowych obrazów” i odpowiedzią na współczesny, cyfrowy atak. „Bardzo zainspirowało mnie miasto Charleroi i jego mocno industrialne środowisko” – opowiada z ogniem w oczach o makiecie osadzonej w realiach późnych lat 70. XX wieku, ukazującej przetwarzanie stali i wydobycie węgla. Twórca tłumaczy lokalny niuans nazwy: „Mieszkańcy tego miasta są potocznie nazywani »Carolos«. I właśnie dlatego ta makieta nosi nazwę Carolo Metal”. „Można tu zobaczyć transport blach lub zwojów stali, a czasami przejeżdża też ogromny wagon z płynną surówką” – wskazuje Belg, prezentując genialną, autorską konstrukcję fabryki.
Gdy przechodzimy dalej, zatrzymuję się na chwilę, by złapać oddech i wsłuchać się w potężny już gwar hali. Nad szumem rozmów i cicho pracujących miniaturowych silników słyszę donośny głos ojca, który w swoim żywiole, z ogromną energią oprowadza kolejną grupę zwiedzających.
– Moi koledzy modelarze są… trochę jak Jan Matejko – niesie się po sali. – Malują jednak nie na płótnie, a w trójwymiarowej przestrzeni!
5. Oaza spokoju nad Bałtykiem (Dr Franz Rittig, Niemcy)

Z tą malarską perspektywą w głowie podchodzimy z Przemkiem do makiety z numerem pięć i przez chwilę czuję, że coś mi tu nie gra. Znam doskonale prace 71-letniego dr. Franza Rittiga – wieloletniego redaktora magazynów MIBA i Eisenbahn Journal, legendy europejskiego dziennikarstwa modelarskiego i propagatora polskiego modelarstwa na Zachodzie. Zawsze zachwycała mnie na jego makietach H0 ta charakterystyczna, perfekcyjna, niemiecka „sympathische Patina”. Tym razem widzę przez obiektyw, że w kilku miejscach tej 1,3-metrowej konstrukcji jej brakuje. Makieta wydaje się odrobinę surowsza.
I wtedy dowiaduję się dlaczego. Franz, który jest honorowym członkiem PMMH0 – grupy będącej partnerem imprezy, założonej zresztą przez mojego ojca – zaledwie kilka miesięcy temu uległ fatalnemu wypadkowi na rowerze. Doznał poważnej kontuzji ramienia. Tę premierową makietę, składającą się z portu u brzegów Salzhaff oraz stacji Friedrichsruhe (Küstebahn An Der Ostsee), budował niemal dosłownie jedną ręką.
Stworzył ją w kilkadziesiąt tygodni, walcząc z bólem, bo tak bardzo zależało mu, by pojawić się z nowym modelem „u Leszka”. „Skontaktowałem się z Leszkiem. Zapytał: »Franz, czy dasz radę zbudować nową makietę na Redę?«. Budowałem więc dniem i nocą. Żona robiła mi obiady, a ja pracowałem” – opowiada ze śmiechem Franz. „Główną ideą łączącą obie części tej makiety jest spokój (Ruhe). Bardzo dobrze robi to na psychikę” – podkreśla. I patrząc na ten wyrzeźbiony jedną sprawną dłonią mistrza port, z autentycznymi chatami rybackimi krytymi strzechą, nie sposób się z nim nie zgodzić.
6. Schyłek w Ukrytowie (Matthias Mickei, Niemcy)

Matthias Mickei ma 51 lat, jest zawodowym policjantem z granicznego Gubina, a w modelarstwie szuka sensownej równowagi po stresach związanych ze służbą. Ten niemiecki twórca, mający żonę Polkę, rewelacyjnie włada naszą ojczystą mową. W Redzie pojawił się z makietą wystawową w skali 1:87 (wymiary 200 x 50 cm) o nazwie „Ukrytowo”. Zachwyca ona cyklem wydobycia i załadunku żwiru, a jej absolutną gwiazdą jest sprawnie działająca koparka łańcuchowo-czerpakowa. Zwracają uwagę detale scenografii – naklejone pacyfki i połączenie wąskotorówki (750 mm) z torami kolei polowej (600 mm), po których wahadłowo mknie maleńka lokomotywa. „To jest epoka IVb, powolne zakończenie wszystkiego. Wiadomo, że za dwa, trzy lata całkowicie niczego tu już nie będzie. To ostatnia akcja, dlatego wokół naklejone są te hipisowskie znaki”.
7. Zamrożony w czasie 1958 rok (Steffen Spittler, Niemcy)

64-letni Steffen Spittler (zawodowo inżynier) przeniósł do skali H0 swoją własną rodzinną okolicę. „To nie jest fantazja. To prawdziwe miejsce” – opowiada z dumą. Dzieło to precyzyjnie uchwycona w pełni cyfrowa replika stacji Dohma z linii Pirna-Großcotta (Saksonia), zatrzymana w czasie tuż przed historycznym zawieszeniem ruchu w 1958 roku. Zbudowana na przestrzeni 15 miesięcy 3-metrowa konstrukcja to fascynująca podróż w czasie. „Moim pomysłem było odtworzenie tego, co można było tam zobaczyć ponad 60 lat temu” – opowiada twórca o zbudowanym w stu procentach od podstaw z wykorzystaniem elementów Roco i Tillig moście blachownicowym i budynkach.
8. Reichelsheim: saksoński kunszt przeładunku (Wolfgang Zörkler, Niemcy)

63-letni Wolfgang Zörkler, na co dzień pracownik Deutsche Bahn z Gery, prezentuje makietę Reichelsheim osadzoną w końcówce lat 60., na której łączy aż trzy różne rozstawy szyn: normalny 1435 mm (wielkość 0), wąskotorowy 750 mm (0e) i polowy 600 mm (0f). „To makieta oparta na saksońskich motywach, powstała z mojego zamiłowania do pewnej konkretnej lokomotywy”. Prawdziwą gratką dla purystów są tu wiernie oddane operacje przeładunkowe. Przebiegający przez saksoński most tor dociera do stacji, gdzie – jak mówi Wolfgang: „Mogę zademonstrować, jak normalnotorowe wagony towarowe są przetaczane na wagony transporterowe”. Całości dopełnia w pełni funkcjonująca wąskotorowa kolej polowa dowożąca piasek przeładowywany na większe wagony na specjalnej rampie.
9. Neu Schnorplin: chłód późnej jesieni (Marc Schäfer, Niemcy)

Kolejne stoisko i nagła, bardzo ożywcza zmiana klimatu. 42-letni Marc Schäfer z okolic Lipska, na co dzień dyżurny ruchu DB, postanowił w Neu Schnorplin przełamać utarte modelarskie schematy. W wielkości H0 zaprezentował małą, fikcyjną stację końcową lokalnej linii kolejowej na północy byłej NRD w latach 90. Pociągi kończą tu bieg, lokomotywa powoli objeżdża skład i rusza w drogę powrotną. Najbardziej uderzający jest tu jednak wszechobecny, wręcz namacalny klimat – z makiety bije chłód późnej jesieni i pierwszych zimnych nocy. Skąd taki nietypowy pomysł? „Zbudowałem już kilka makiet i w pewnym momencie przychodzi taki czas, że człowiek ma już dość i nie może patrzeć na to lato oraz wszechobecną zieleń” – tłumaczy mi z uśmiechem Marc. „Pomyślałem więc sobie, że dla odmiany muszę zbudować coś innego, i spróbowałem przedstawić ten późnojesienny czy też wczesnozimowy klimat. I to właściwie jedyny powód” – podsumowuje z rozbrajającą szczerością. Po odejściu od jego makiety zacząłem się zastanawiać, czy przypadkiem do takich chłodniejszych barw nie zainspirował go jego kolega z Lipska, Marko Casper, który z pięknym, jesiennym motywem gościł tu rok temu?
10. Saint Hilaire de Lavit: spojrzenie w dół (Marko Casper, Niemcy)

Przechodzę płynnie do wspomnianego przed chwilą 55-letniego Marko Caspera (kolejnego dyżurnego ruchu DB w zestawieniu). Pomimo blisko 50-letniego stażu jako modelarz i ogromnej pasji do polskich kolei, tym razem zadebiutował on w Redzie ze wspaniałym, premierowym motywem z Francji z czasów III epoki. „Motywem mojej makiety jest francuska stacja na nieczynnej już linii wąskotorowej w Oksytanii, na południe od Masywu Centralnego. Szczególnie zafascynowało mnie zdjęcie, które ukazywało pierwowzór tego miejsca. Jest ono zresztą wydrukowane w katalogu wystawy” – opowiada. Słuchając go i patrząc na tę makietę w skali H0m, dosłownie czuję w płucach rześkie, górskie powietrze późnego lata. To, co uderza od pierwszej sekundy, to fascynująca aranżacja przestrzeni. „Zastanawiałem się, jak na tak małej przestrzeni mógł powstać tak imponujący motyw” – dodaje Marko. „Tym razem widz zagląda do skrzynki od góry, spoglądając w dół górskiego zbocza” – zdradza swoje innowacyjne podejście autor, a ja łapię się na tym, że faktycznie pochylam się nad makietą, jakbym stał na krawędzi głębokiego, francuskiego wąwozu.
11. Z zapachem ryby – Kolej Półwyspu Helskiego (Janusz Labuda, Polska)

Zmieniwszy krainę, wracamy z Przemkiem na polskie wybrzeże. Janusz Labuda z Pucka to utytułowany modelarz, emerytowany inżynier rybactwa morskiego (który kolejowego bakcyla złapał w młodości od dziadków-kolejarzy) i… absolutnie niesamowity gawędziarz. Opierając kamerę o barierki, można by go słuchać godzinami. „Jeżeli jest się z zawodu inżynierem rybactwa morskiego i przepracowało się kilkadziesiąt lat kierując bałtycką flotą rybacką, trudno żeby nie mieć parcia, by pokazać to, czego już dzisiaj nie ma” – opowiada z wielkim ogniem. Jego dwuwątkowa makieta nieustannie ewoluuje. „Rynek rządzi się swoimi prawami. Fabryka drewnianych słupów upadła, więc przekształcono ją na bazie infrastruktury w przetwórnię ryb. Halę produkcyjną zmieniliśmy na wędzarnię, co widać chociażby po kominach” – opisuje ze swadą ten misterny ciąg przemysłowy, na którym można prześledzić drogę ryby prosto z kutra aż do wagonu chłodni. A żeby nie było zbyt sielankowo, na jednym z modułów odnajdujemy mroczny, historyczny akcent – porośnięty nadmorską trawą model schronu bojowego z Rejonu Umocnionego Jastarnia z 1939 roku.
12. Potęga Śląska – Ino Pioch (Grzegorz Radliński, Polska)

O tym, że kolej to nie tylko romantyczne, pasażerskie podróże, przypomina ratujący zabytki od blisko 20 lat Ślązak i pracownik kolei, Grzegorz Radliński. Szybko łapiemy wspólny język. Zanim zagłębimy się w modelarskie technikalia, Grzegorz z dumą robi mi fascynujący wykład. Dowiaduję się, że tradycje transportu piasku na Śląsku sięgają 1905 roku. W okresie powojennym, aby uwolnić miliony ton węgla pod miastami i zapobiec zapadaniu się górotworu, puste wyrobiska trzeba było zamulać gigantycznymi ilościami piasku zmieszanego z wodą. To wymagało potężnej, niezależnej od PKP sieci, będącej w latach 70. największym niepublicznym zarządcą w Europie! Ostatnie składy tej potężnej machiny zjechały z torów zaledwie chwilę temu, w 2021 roku.
Grzegorz na początku trochę się dziwi, że człowiek z kamerą, z pozoru „z zewnątrz”, chłonie to wszystko z taką uwagą. Kiedy zaczynam mu jednak wskazywać na specyficzne, techniczne niuanse jego makiety, patrzy na mnie z rosnącym niedowierzaniem. W końcu zaczyna się ze mnie śmiać, że jestem jakimś ukrytym fanatykiem. Gdy wreszcie przyznaję się, że jestem synem Leszka, Grzegorz wybucha śmiechem – nagle wszystko staje się dla niego jasne, dlaczego jestem tak „spaczony” na punkcie realizmu. A jest tu co podziwiać! Choć makieta to, jak żartuje sam autor, „głównie piach”, wzrok natychmiast przyciąga genialny tabor. Własnoręcznie zbudowane przez Grzegorza wagony samowyładowcze, tak pięknie i realistycznie pokryte pyłem i brudem z wyrobiska, tworzą perfekcyjny skład. Na jego czele dumnie pręży się model potężnego parowozu TKz z fabryki Borsiga – wielki tendrzak o nacisku aż 23 ton na oś. „To uniemożliwiało mu jazdę po torach kolei publicznych. To był prawdziwy tytan pracy!” – podsumowuje Ślązak.
13. Lokstation eines Bergwerkes: lokomotywownia w walizce (Manfred Kraatz, Niemcy)

Zanim całkowicie zatracimy się w polskim Pomorzu u ostatnich wystawców, robimy intrygujący przystanek u 73-letniego Manfreda Kraatza. Ten doświadczony inżynier elektronik z Meklemburgii specjalizuje się w elektromechanice obrotnic w różnych skalach. Z jego stanowiskiem wiąże się unikalny w skali hali klimat – to jedyna makieta-skrzynka, przy której… po prostu się siada, a jej akcję obserwuje się na blacie stołu. „Makieta mieści się w walizce, można ją szybko spakować i przetransportować. Z wagonami i lokomotywami jest tak samo. To było właściwie to, co chciałem tu osiągnąć” – demonstruje z satysfakcją inżynier, pokazując maleńką stację górską osadzoną w urokliwej dolinie gór Harz. „Lokomotywy przyjeżdżają tu z wagonami, są odstawiane i następnie wymieniane” – opisuje cykl pracy. Pomimo formatu mikro (wyposażonego dodatkowo w zmyślną platformę techniczną stworzoną we współpracy z Franzem Rittigiem), twarda mechanika była tu nie lada wyzwaniem: „Najpierw musiałem zbudować półobrotnicę, co było bardzo trudne i zajęło cały miesiąc”.
14. Precyzja mostu obrotowego – Przegalina (Paweł Koob, Polska)

Przedostatni przystanek to premierowa makieta „Przegalina” Pawła Kooba, wielokrotnego Mistrza Polski i twórcy odznaczanego prestiżowym tytułem „Polski Model Roku”. Zatrzymuję się przy niej i uśmiecham pod nosem. Patrząc na to dzieło, doskonale czuję w kościach, kto mógł inspirować Pawła przez sporą część jego modelarskiego życia. Mam nieodparte wrażenie, jakbym oglądał bardzo, bardzo znane mi makiety, w otoczeniu których sam dorastałem. Ta praca po prostu ma w sobie „to coś”. Złudzenie realizmu opiera się tu na absolutnych, bezbłędnych niuansach: ściana przy schodach jest odrapana dokładnie w tym miejscu i na tej wysokości, gdzie naturalnie ocierałoby się o nią ramię przechodzącego człowieka, a miniaturowy kuter na wodzie zostawia za sobą falę w punkt taką, jaką fizycznie powinien pozostawić. Prawdziwy majstersztyk.
Sama makieta ukazuje śluzę północną wybudowaną w 1894 roku na odgałęzieniu Martwej Wisły, odtworzoną tu ze smakiem w realiach lat 70. XX wieku. Uważni historycy, o czym zresztą doskonale wiedział i mój ojciec, i sam Paweł, dostrzegą tu jedno świadome, modelarskie ustępstwo – choć oryginalnie w Przegalinie funkcjonowała przeprawa wąskotorowa, ze względu na posiadany przez autora tabor na makiecie leży tor normalny. Paweł wykonał w całości ręcznie z tektury na podstawie oryginalnych planów w pełni zmechanizowany, ruchomy most obrotowy oraz zamykane wrota przeciwpowodziowe. Zapytany o swoją mrówczą pracę odpowiada krótko: „Lubię spędzić wolny czas w sposób, który pozwala mi odetchnąć po pracy. Zdecydowanie mniej lubię jeździć tymi pociągami na wystawie, bardzo za to lubię te makiety tworzyć”.
Mikrochirurgia w Warsztacie Modelarza

Wystawa w Redzie to nie tylko podziwianie gotowych dzieł, ale też unikalna szansa, by zajrzeć za kulisy. W specjalnej strefie „warsztatu modelarza” rządzili członkowie PMMH0 – Tomasz Florczak oraz Roman Szczeciński. To tam na żywo działała się prawdziwa magia mikrochirurgii.
Tomek na oczach widzów udowadniał, na czym polega sztuka waloryzacji. Pod jego wprawną ręką plastikowe, lśniące nowością modele prosto ze sklepowego pudełka przeistaczały się w umazane rdzą, smarem i kurzem perfekcyjne kopie oryginałów. Podczas nagrań do relacji wideo, mojemu ojcu nie umknął zresztą pewien fascynujący detal – w miniaturowych samochodach na makietach dostrzegł otwarte drzwi. „Okazało się, że wszystkie te drzwi pootwierał jeden człowiek – Tomasz Florczak!” – relacjonował z błyskiem w oku do kamery ojciec. Zapytany o to Tomek z uśmiechem zaprezentował swój warsztatowy sekret: „Wystarczy takie małe, sprytne urządzenie. Tak zwana »czeska żyletka«. W rzeczywistości jest to miniaturowa piłka w kształcie żyletki z precyzyjnymi ząbkami. I dzięki temu urządzeniu można zdziałać cuda”.
Ale warsztat to nie tylko pojazdy. Tuż obok, z równą precyzją, czarował Roman Szczeciński. Romek cierpliwie udowadniał zwiedzającym, że z pozornie prostych, płaskich „laserowych wycinanek” potrafi stworzyć i zwaloryzować zachwycające, modele budynków.
15. Zapomniane Kujawy i Pomorze – Żankowo (Maciej Krysztowiak, Polska)

Klamrą spinającą nasze nagrania z wystawy jest stacja Żankowo. Maciej Krysztowiak – w zestawieniu z wieloma poprzednikami to wciąż młody modelarz (choć zafascynowany tym rzemiosłem już od ponad 18 lat) – gości na imprezie w Redzie po raz drugi z rzędu. Obserwując jego najnowsze dzieło, gołym okiem widać, jak duży, warsztatowy progres robi z każdym rokiem. W Żankowie starał się odtworzył realia trzeciorzędnej, polskiej linii kolejowej, zachowując historyczną wierność lat 70. i 80. XX wieku. Podziwiamy tu drewniany dworzec, dostojną wieżę ciśnień, dwa tory do obsługi pociągów, boczny tor odstawczy oraz małą, jednostanowiskową lokomotywownię. Integralną częścią makiety jest też przystanek wąskotorówki połączony z rampą do przeładunku towarów między wagonami. „Zależało mi na klimacie małej stacyjki, trochę zapomnianej” – podsumowuje Maciej z dumą, a ja z pełną satysfakcją kiwam głową, zamykając nasz reporterski spacer po tej niezwykłej hali.
Kiedy po całym drugim dniu wreszcie wyłączamy z Przemkiem kamerę, chłoniemy przez chwilę powolny proces pakowania skrzynek i demontażu ekspozycji. Przemek rzuca nagle bardzo trafną uwagę. Całe to szaleństwo realistów, ta chorobliwa wręcz precyzja… to tak naprawdę ich własny, głęboko ukryty sposób na romantyzm. Zdecydowana większość z nich to przecież ludzie techniki. Inżynierowie o twardych kompetencjach, faceci mocno stąpający po ziemi. Nie bardzo wypada im przecież wzdychać poetycko nad łąką, rozkładać sztalugi na malarskich plenerach czy grać po nocach tkliwe pieśni na lutni. Ale modelarstwo? Tu mają idealną, „męską” wymówkę. Trzeba przylutować setki kabli, obrabiać stopy metali, skonstruować mikromechanizm obracający most, zaprogramować cyfrowe sterowanie maszyn… A że przy okazji, za pomocą trawionej blaszki i odrobiny posypki, dosłownie „namalują” w trójwymiarze poetycką, nostalgiczną scenę skąpaną w barwach jesieni, którą równie dobrze można by było opisać wierszem? Cóż, to przecież tylko „wypadek” przy twardej, inżynieryjnej pracy.
Marek Lewiński
fot. Fabryka Kultury
Organizatorami wydarzenia byli:
Mateusz Richert – Burmistrz Miasta Reda),
Tomasz Wiśniewski – Dyrektor Fabryki Kultury w Redzie)
oraz modelarze z Grupy Modelarskiej PMM H0, pełniący funkcję konsultantów merytorycznych.
Patronat honorowy nad imprezą objęli:
Minister Infrastruktury Dariusz Klimczak
oraz Prezes Zarządu PKP Polskie Linie Kolejowe S.A. Piotr Wyborski.
Patronat medialny sprawowali:
Radio Gdańsk i PMM H0 TV.
Głównymi sponsorami wystawy były firmy:
BahatiRail, Budimex i Torpol,
Wsparcia w roli partnerów udzieliły przedsiębiorstwa:
Aste, Asmo, Auto Kompleks Kiełpino, Rail Tech Papla oraz Torex.








