O osygnalizowaniu modelowego taboru

Przyglądając się różnym makietom modułowym często słyszy się od osób je obsługujących, że na tej makiecie prezentowany jest przede wszystkim model ruchu pociągów, odbywający się na zasadach obowiązujących na prawdziwej kolei. Aby rzeczywiście można było tak powiedzieć, to jeżdżący po miniaturowych torach tabor powinien być poprawnie – wzorem oryginału – osygnalizowany. Niestety, z reguły bywa… inaczej.

Ale zacznijmy od pewnego wydarzenia, które miało miejsce kilka lat temu w niewielkiej, kaszubskiej miejscowości o nazwie Lipusz. Tam swoją makietę modułową prezentowali modelarze z sopockiego klubu. Oczywiście założeniem tego pokazu było kursowanie po makiecie pociągów na zasadach obowiązujących na prawdziwej kolei. Lecz nie o tym chciałem pisać. W Lipuszu mieszka wielu kolejarzy, w tym dyżurnych ruchu i nastawniczych. Przyszli oni popatrzeć jak modelarze z Sopotu i okolic bawią się w kolej. I co było charakterystyczne? Gdy dowiadywali się od obsługi makiety, że ruch na niej odbywa się według reguł obowiązujących na prawdziwej polskiej kolei, to niemal odruchowo, po wjeździe modelowego pociągu na stację, zaglądali oni na tylną ścianę ostatniego wagonu. Co robili? Słysząc telefoniczną rozmowę dyżurnego ruchu z dyżurnym sąsiedniej stacji, który potwierdzał przybycie pociągu w całości i pytał o możliwość wyprawienia kolejnego pociągu, natychmiast sprawdzali, czy na ostatnim wagonie znajdują się sygnały końcowe. No, właśnie – kontrolowali oznaczenie końca pociągu, czyli obecność sygnału Pc 5 (według instrukcji Ie-1 lub wcześniejszej E-1). Sygnał ten jest od lat niejako wyróżnikiem każdego pociągu. Pociąg bez sygnałów końcowych nie jest pociągiem i nie ma prawa zostać wyprawiony na szlak! Na prawdziwej kolei jest to tak zwana „oczywista-oczywistość”, podobnie jak na przykład: czerwone światło, słowo „odjazd”, czy podniesione ramię semafora kształtowego.

Jednak jakże niewiele osób deklarujących, że na swojej makiecie bawi się w kolej w miniaturze, o tym pamięta. Sygnały końcowe nie są praktycznie w ogóle odtwarzane w modelu albo – co gorsza – występują tam, gdzie być ich nie powinno. Ba – są tam, gdzie im być nie wolno, bo zamiast informować – wprowadzają w błąd! Przykład? Bardzo proszę. Jeżeli lokomotywa ciągnąca wagony ma włączone sygnały końcowe to znaczy, że tych wagonów, które ciągnie po prostu… nie ma. Obserwuje się także wiele przypadków, gdy końcowe, czerwone światła świecą się gdzieś między wagonami. To od razu rodzi wątpliwości i pozwala postawić pytanie: czy aby na pewno ci ludzie bawią się w modelowanie ruchu kolejowego, czy może tylko „puszczają sobie kolejki”?

Podobnie wygląda sprawa z osygnalizowaniem czoła pociągu. Zwykle wszystkie jeżdżące po makiecie mają na czole sygnały… nocne, pomimo tego, że ruch odbywa się w porze jak najbardziej dziennej. Oczywiście, jeżeli modelowane są czasy współczesne, to faktycznie osygnalizowanie dzienne i nocne niczym się nie różni, a dwa lub trzy białe światła na czole są ponad wszelką wątpliwość poprawne. Ale gdy zabawa ma być modelowaniem ruchu pociągów w latach wcześniejszych, to sprawa nie jest już tak oczywista.

Sięgając do obowiązującej wówczas instrukcji E-1 możemy przeczytać, że sygnał dzienny na czole wygląda tak, iż na pojeździe kolejowym (cyt.) „nie ma żadnego szczególnego znaku”. A zatem włączone przednie lampy to błąd w osygnalizowaniu czoła pociągu!

Nie inaczej jest w ruchu manewrowym. Tam jeszcze dłużej niż przy pociągach utrzymywana była zasada, że manewrująca w porze dziennej lokomotywa „nie ma  żadnego szczególnego znaku” (sygnał Tb1). Przeczytać i zobaczyć na rysunku można to jeszcze w instrukcji E-1 wydanej w 1998 roku.

Kompletnym nieporozumieniem i rażącym błędem jest prowadzenie jazd manewrowych lokomotywą osygnalizowaną „pociągowo”, która ma z przodu światła białe, a z tyłu czerwone, a do tego zmieniają się one wraz z każdą zmianą kierunku jazdy podczas manewrów.

Zapewne wielu zapyta: no, tak, ale co zrobić, gdy moja lokomotywa nie ma możliwości wyłączenia czerwonych świateł końcowych lub włączania świateł manewrowych tylko z jednej strony. Gdybym chciał być złośliwy, to odpowiedziałbym: zatem jest to zabaweczka do kolejkowania, a nie model do naśladowania ruchu kolejowego. Mniej złośliwie napiszę – to lepiej wyłączyć całkowicie jakiekolwiek oświetlenie na czole oraz na tyle takiej lokomotywy i imitować czasokres sprzed daty, od której światła w porze dziennej stały się obowiązkowe. Gorzej jest z wagonami, w których nie da się wyłączyć żadnego oświetlenia – ani w ich wnętrzach, ani – przede wszystkim – tych czerwonych świateł końcowych świecących z… obydwu czół. Po prostu trzeba powiedzieć uczciwie – taki tabor (bez przebudowy układu oświetlenia) nie nadaje się do zabawy w modelowanie ruchu kolejowego.

Pewnie pojawi się też i inne pytanie: to w jaki sposób osygnalizowywać końce wszystkich modelowych pociągów aby były one zgodne z oryginałem?

Odpowiedź jest prosta i od wielu lat sprawdzona na PMM-owych makietach. Po prostu należy przygotować sobie – drukując na papierze samoprzylepnym – arkusz z biało-czerwonymi tarczami oznaczającymi koniec pociągu. Na jednym arkuszu A4 zmieści się chyba z 1000 sztuk takich „końcówek”!

Wystarczy je tylko lekko ponacinać ostrym nożykiem (tak, aby przeciąć papier przylepny z nadrukiem, a pozostawić nie przeciętą pergaminową podklejkę) i przy pomocy pincety – każdorazowo szykując pociąg do wyjazdu na szlak – odkleić z arkusika pojedyncze „końcówki” i umieścić je (nakleić) w przeznaczonym do tego miejscu.

Wymaga to trochę wprawy, ale zapewniam, że po przeprowadzeniu kilku prób okaże się to zadaniem stosunkowo łatwym – zwłaszcza dla każdego praktykującego modelarza.

O takie końcówki nie musimy zbytnio dbać. Po zakończonej jeździe i rozwiązaniu pociągu, trzeba je po prostu zrzucić i „zutylizować”. Jednak używając pincety do ich ściągnięcia można je użyć jeszcze kilka, a nawet kilkunastokrotnie. Zapewniam, że to sposób sprawdzony w praktyce, a nie rozważania teoretyczne.

Jest oczywiście metoda lepsza i lepiej imitująca oryginał. Wymaga ona przygotowania odpowiednich tarcz końca pociągu z metalu i wymalowaniu lub naklejeniu na nich biało-czerwonych trójkątów. Ta metoda wymaga jednak również odpowiedniego przygotowania taboru. Na każdym wagonie trzeba zainstalować odpowiednie uchwyty do takich „końcówek”.

Czasem wystarczy w istniejących uchwytach wywiercić odpowiednie otwory, ale najczęściej niezbędne będzie wykonanie „trzymadeł” na nowo.

Dlatego na początek polecam uwadze sposób pierwszy. A co zrobić z wagonami, w których sygnały końcowe świecą się zawsze, z chwilą ustawienia ich na torze? Proponuję je albo sprzedać komuś, kogo nie interesuje zabawa w prawdziwą kolej w miniaturze, albo „uzbroić” taki wagon na przykład w dekoder albo w kontaktron, które umożliwią sterowanie światłami końcowymi na czołach.

I to właściwie wszystko. Dodać tylko mogę, że jeśli chce się modelować ruch kolejowy na makiecie na zasadach obowiązujących na prawdziwej kolei, to warto sięgnąć do „prawdziwych” instrukcji i przepisów (czasami tych z minionej epoki), by zastosować je w prosty sposób w miniaturze.

Napisałem o osygnalizowaniu pociągów, ale temat ten dotyczy również na przykład sygnałów podawanych maszynistom na semaforach. Ale o tym może napiszę coś przy innej okazji.

foto: Leszek Lewiński, Małgorzata Lewińska, Marcin Turko, Tomasz Florczak, Robert Puchalski